Wywiad z Panią Justyną – Opiekunką stycznia w Aktivmed

Kinga: Na samym początku chciałabym bardzo Pani podziękować, że zgodziła się Pani na wywiad z nami. Dowiedziałam od koleżanek z biura, że pracuje Pani z nami od kwietnia 2015 roku, czyli już niedługo będzie siódma rocznica, oraz że Pani Teściowa, Pani Tereska, zaczęła współpracę z nami już w styczniu 2015 roku. Czy to z polecenia Pani teściowej jest Pani zaczęła Pani pracę z nami?

Pani Justyna: Tak, dokładnie. Teściowa zadzwoniła kiedyś do mnie, powiedziała, żebym ją wymieniła. Tak to się zaczęło.

Kinga: Pani Justyno, to bardzo ciekawa historia.

Pani Justyna: Zaczęłam się uczyć i pojechałam. Tak jest do tej pory.

Kinga: Naprawdę fajna historia, że tak rodzinnie razem Panie pracują. Widują się Panie w Niemczech, czy raczej w domu?

Pani Justyna: W domu. Jeździmy akurat w inne miejsca. Zdarzyło nam się być dwa razy na tej samej wymianie. Tylko wtedy widziałyśmy się w podczas wymiany.

Kinga: Rozumiem.

Pani Justyna: Nie udało nam się pojechać do jednego miasta, abyśmy mogły się spotykać. Może jeszcze się uda.

Kinga: No na pewno! Będę trzymała kciuki, żeby Panie się spotkały w tym samym mieście. Pani czy Pani Teściowa, wcześniej zaczęła pracę w Niemczech?

Pani Justyna: Moja Teściowa już pewien czas jeździła. Homberg – to było jej pierwsze miejsce. Wtedy powiedziała do mnie: Ucz się, ucz się i przyjedziesz mnie wymienić”. Jak ona zjeżdżała, to ja pojechałam za nią, później znów się wymieniłyśmy, wtedy to ona przyjechała po mnie.

Kinga: Świetna historia Pani Justyno. Jest Pani jedną z naszych najmłodszych Opiekunek. Jeżeli mogę zapytać, to dlaczego wybrała Pani pracę w branży opiekuńczej?

Pani Justyna: Z zawodu jestem fizjoterapeutą. Nie było na miejscu pracy dla mnie, musiałabym dojeżdżać w jedną stronę ok. 100 km. Z tego powodu, że było ciężko ze znalezieniem pracy chciałam spróbować wyjechać do Niemiec. Tak wyszło. W sumie, jakbym jeździła daleko do pracy, to nie byłoby mnie w domu przez cały dzień. Tutaj pojadę na pół roku. Mimo wszystko wychodzi na to, że jakbym pracowała w domu, to byłabym w pracy przez cały rok, a tak mogę więcej czasu spędzić z dziećmi.

Kinga: Jak najbardziej Pani Justyno. Wspomniała Pani o fizjoterapii. Czy ta wiedza przydaje się Pani na zleceniach?

Pani Justyna: Na pewno przy transporcie, siadaniu, czy przy innych sytuacjach zwracam uwagę na aspekty z fizjoterapii. Choć jednak nie możemy wykonywać takich konkretniejszych rzeczy jako Opiekunki. Ale zawsze wiadomo jak sobie ulżyć przy czymś.

Kinga: Oczywiście, każda wiedza, którą nabywamy w życiu pozwala nam na wykorzystanie jej.

Pani Justyna: Na pewno. Na studiach przerabialiśmy wiele aspektów medycznych, kardiologia czy neurologia, ortopedia, ta wiedza już w głowie została. Jakby zdarzył się jakiś wypadek, czy wystąpiłyby schorzenia, to wiem jak się lepiej opiekować podopiecznymi, oraz na co zwracać uwagę. Z pewnością w takiej pracy mogę wiele zaczerpnąć z mojego zawodu.

Kinga: Zgadzam się z Panią. Z historii Pani zleceń zauważyłam, że była Pani już w wielu miastach. W którym Pani się najbardziej podobało?

Pani Justyna: Chyba w Kolonii. Bo tam miałam taką dobrą koleżankę, ona nie była z naszej firmy, ale mieszkała dwa domy dalej. Mogłyśmy razem wyjść na spacer, czy na rower, na wycieczkę, poopalać się nad Renem.

Kinga: Super, a jakby Pani miała wybrać największą atrakcję w Kolonii, to jaką mogłabym nam Pani podać?

Pani Justyna: Akurat z Kolonii najfajniejszym miejscem jest Katedra Kolońska

i most Hohenzollernów z kłódkami od zakochanych i przejście nad rzeką. W okolicy Kolonii jest mała miejscowość Brühl, jest tam śliczny zamek z ogrodem, latem kwitną tam kwiaty, są fontanny, jest tam naprawdę ślicznie.

Kinga: O, nie byłam nigdy w Kolonii.

Pani Justyna: To było 15 km od miejsca, w którym mieszkałam. Byłam tam rowerem, naprawdę było ślicznie.

Kinga: Lubi Pani jeździć rowerem?

Pani Justyna: Byłam nawet w Bonn rowerem.

Kinga: Jestem pod ogromnym wrażeniem, bo jednak rower to dość aktywna czynność.

Pani Justyna: Kiedy wracałam, to wyładowała mi się bateria w telefonie i nie miała nawigacji.

Kinga: Ale trafiła Pani?

Pani Justyna: Tak, zapytałam się o drogę. Akurat szli Panowie z małym dzieckiem, które było na rowerku biegowym. Pomyślałam, że na pewno mieszkają w okolicy. Powiedzieli mi, żebym przy stacji CPN skręciła w prawo i później cały czas jechała drogą nad rzeką. Tylko z miasteczka nie mogłam wyjechać, bo tutaj w prawo, tutaj w lewo… Nie miałam nawigacji, ale dojechałam w spokoju. Miałam cały dzień wolny, więc nie miałam większego stresu. Umiem się porozumieć.

Kinga: Z tego co słyszę, lubi Pani spędzać czas wolny na zleceniu dość aktywnie. Zgadza się?

Pani Justyna: Lubię. Większe miasta, gdzie można gdzieś wyjść, pobiegać lub pospacerować, czy pojeździć, jak jest dostępny rower, żeby zobaczyć coś ciekawego. Bardzo to lubię.

Kinga: To świetne. Ma Pani jakąś ulubioną kawiarenkę?

Pani Justyna: Ja po kawiarenkach nie chodziłam, zawsze byłam w biegu. Lubię chodzić, ale jednak najczęściej wychodziłam na rower, albo pobiegać. Jeździłyśmy coś zobaczyć, jakąś atrakcję i na kawiarenki już nie było czasu. Później odpoczywałyśmy już w domu, kawę sobie same robiłyśmy, jakieś ciasto i tak sobie siedziałyśmy.

Kinga: To jest też bardziej opłacalne, jak najwięcej pozwiedzać, a później spędzać czas w domu. Pani przed chwilą wspomniała o koleżance, którą Pani poznała. Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć jak udało Pani się ją poznać?

Pani Justyna: Gdy przyjechałam pierwszy raz do Kolonii, to dowiedziałam się, że w sąsiedztwie jest Polka. Ta Polka do mnie podeszła, zapoznałyśmy się, ale ona od razu wyjeżdżała. Dodałyśmy się do znajomych na Facebooku, pisałyśmy przez Facebooka, ona zapytała mnie czy chciałabym się skontaktować z inną Polką, która przyjedzie na jej miejsce. Odpowiedziałam, że tak i może dać jej mój numer. Przyjechała Tereska i od tego czasu byłyśmy nierozłączne. Chociaż już długo nie pracujemy w tym samym miejscu.

Kinga: Idealnie, że udało Pani się znaleźć koleżankę na zleceniu. Utrzymujecie Panie nadal ze sobą kontakt?

Pani Justyna: Tak, cały czas. Planowaliśmy tak zrobić, aby pokryły się nam zlecenia w jednej miejscowości, ale jak narazie się to nie udaje… Ona nie jest z naszej firmy. To jest niestety ciężkie.

Kinga: Będę trzymała mocno kciuki. Pani Justyno, jest Pani bardzo aktywna na naszym fanpagu, za co serdecznie dziękujemy. Chciałam zapytać, czy spodziewała się Pani, że poprosimy Panią o wywiad z nami? Bardziej było to dla Pani zaskoczenie czy jednak przeczuwała Pani, że może zadzwonimy i poprosimy o to?

Pani Justyna: Ja się w ogóle nie spodziewałam. Ale już jednego wywiadu udzielałam w Niemczech, bardzo tego nie chciałam. Dlatego strasznie się zdziwiłam, że zostałam Opiekunką stycznia.

Kinga: Pani Magda opowiadała, że Pani przeprowadzała wywiad w niemieckiej telewizji i byliśmy pod wielkim wrażeniem. Jak Pani zapamiętała to wydarzenie? Czy Pani się przygotowywała do tego?

Pani Justyna: Gdy wróciłam na zlecenie po przerwie, córka dziadka przyszła do mnie i powiedziała, że będę udzielać wywiadu. Byłam w ogromnym szoku. Wystąpień publicznych za bardzo nie lubię, stresują mnie. Akurat Pan, który przeprowadzał wywiad był Polakiem, chyba pół-Polakiem, Pan Dawid. Rozumiałam się z nim po Polsku, gdyż potrafił dobrze mówić. Powiedział mi, o co będzie mnie pytać, ale i tak zadał mi inne pytania w wywiadzie, jednak większość informacji została wycięta z tego wywiadu. Obecność kamery mnie strasznie stresuje.

Kinga: Kamera bardzo stresuje ludzi.

Pani Justyna: Tak, człowiek zapomina co chciał powiedzieć.

Kinga: O czym był ten wywiad?

Pani Justyna: Wyszła wtedy pandemia i mówiliśmy o sytuacji rodzin podczas pandemii, a także o tym, że wiele Opiekunek, które zwykle wyjeżdża, boi się wirusa. Zostaje w Polsce i brakuje nas w opiece. Ta córka również się wypowiadała, że stresuje się co będzie dalej, czy przyjadę, czy nie przyjadę. Oni nie chcieli mnie wypuścić, tak więc zostałam. Wróciłam później do domu, ale tak jak zostało umówione wróciłam ponownie do nich.

Kinga: Niesamowite przeżycie, iż Pani wzięła udział w takim wywiadzie. Na pewno pozostanie to w Pani pamięci na długi czas. Pani Magda mi zdradziła, że posiada Pani dość dobry poziom języka niemieckiego. Jak Pani się go uczyła?

Pani Justyna: To się wiąże z moim pierwszym wyjazdem. Uczyłam się z internetu, jakieś podstawowe rzeczy. Jak dojechałam na miejsce, Teściowa miała odjechać i się popłakałam, bo nie rozumiałam co oni mówią. Taka nauka ze szkoły, czy samodzielna w porównaniu z tym, co zastałam na miejscu, jak się poprawnie i rzeczywiście wymawia – to był dla mnie szok. Żona syna od tej babci, którą się opiekowałam była nauczycielką dzieci młodszych klas. Przyniosła mi książki, a później mnie pytała z tego. No i jak już załapałam, jak to się konkretnie fachowo wymawia, to już później co słyszałam, sprawdzałam w słowniku, spisywałam do notesu plus słuchałam piosenek, seriali młodzieżowych, bo to był najprostszy język. Później zaczęłam wysyłać maile, np. do rodzin z którymi miałam kontakt. Tak do tego doszło, że mój język niemiecki się polepszył. Oczywiście, uczę się z naszego portalu, z wszystkich filmików od Pani Natalii.

Kinga: Jesteśmy pod wrażeniem i cieszymy się, że filmiki są przydatne.

Pani Justyna: Przez rożne krzyżówki, zabawy też się można wiele nauczyć. Jak czegoś nie wiem to sprawdzam, no i później zostaje to w głowie. To nie jest tak na siłę, że wałkuję tylko to co mi potrzebne.

Kinga: Jednak przez rozrywkę można wiele wyciągnąć. Co jest najcięższe w języku niemieckim dla Pani?

Pani Justyna: Gramatyka, my Polacy odbieramy to inaczej np. spódnica po niemiecku to „der Rock”, ten Rock, a u nas jest ta spódnica. I to już jest dziwne. Albo czasowniki rozdzielnie złożone. Będę dzwonić do Ciebie, Ich rufe dich später an. Te przeniesienia były śmieszne dla mnie, ale z czasem się przyzwyczaiłam.

Kinga: To jest kwestia przyzwyczajenia i osłuchania się z tym wszystkim. To jest w każdym języku.

Pani Justyna: Powiem Pani, że ta gramatyka nie ma, aż takiego znaczenia. Bo Niemcy i tak nas rozumieją, nawet jak przestawimy te wyrazy.

Kinga: Oczywiście. Pani Justyno, najczęściej jeździ Pani na 2 miesięczne zlecenia, jak się Pani przygotowuje do takiego wyjazdu?

Pani Justyna: Od pierwszego wyjazdu, na którym byłam, mam swoją rozpiskę co mi potrzeba. Zawsze, kiedy się pakuje to sprawdzam, czy wszystko mam, czy czegoś mi brakuje, a może coś dołożyć. Ale zazwyczaj jak przyjeżdżam do Polski to rozpakowuje tylko to co potrzebuje. Więc ja do wyjazdu jestem zawsze przygotowana i mogłabym nawet na drugi dzień wyjechać. Miałam takie zdarzenie, że przyjechałam do Polski, miałam tydzień do następnego wyjazdu, ale zadzwoniła Pani Magda, z informacją, że: „Pani jutro pojedzie”. Byłam spakowana, więc mogłam jechać. Ale było to dla mnie zaskoczenie, bo dopiero co mąż wyjechał z domu, pomóc cioci. Musiałam do niego zadzwonić, aby wracał, bo ja wyjeżdżam.

Kinga: Niestety, są różne sytuacje. Czy są jakieś trzy najważniejsze rzeczy, które musi Pani wziąć na zlecenie i nie potrafi się Pani z nimi rozstać?

Pani Justyna: Rzeczy jako-takich, to nie. Podstawą jest telefon, aby był kontakt. A tak poza tym to raczej nic, ponieważ wszystko można kupić. Zlecenie to takie miejsce, gdzie nie ma problemu wyjścia do sklepu, więc jakbym czegoś zapomniała, to zawsze można dokupić.

Kinga: Naturalnie.

Pani Justyna: Dla mnie podstawa, to mieć ze sobą apteczkę. Bo tutaj jednak z lekami jest inaczej, nie wszystko można dostać od ręki, tak jak u nas, bez recepty. Chociaż zazwyczaj się nie przydaje.

Kinga: I miejmy nadzieję, aby nigdy się nie przydała. Pani Justyno, jestem ciekawa, jakie ma Pani rady dla osób, który dopiero rozważają wyjazd do opieki do Niemiec. Czy jest coś na co powinni zwrócić szczególną uwagę?

Pani Justyna: Na pewno język. Bo takie zderzenie jest trudne. Niektórzy uczą się w szkołach, a nie przejdą rozmowy kwalifikacyjnej, bo jest to jednak inna wymowa niż w szkole, są różne dialekty. Język jest podstawą. Teraz wymieniła mnie Pani, nie z naszej firmy, Pani która jest z Ukrainy, ona nic nie potrafi powiedzieć. A jak mówi to przekształca literki na inne, więc nie wiadomo o jaki wyraz jej chodzi. Syn babci, którą się opiekuję skarżył się, że ta Pani nic nie mówi, wszystko musi tłumaczyć, nie wezwie karetki gdyby coś się stało. Nawet nie siedzą w jednym pokoju, bo za bardzo nie chce, izoluje się od nich. Dla mnie jest inaczej, jak znam język. Ale jak przyjechałam to był duży szok, bo to jest inny kraj, wszyscy mówią co innego, nie ma żadnej pomocy. Dobrze, że są teraz komórki z internetem. Ale jednak, żeby nie mieć tego stresu, język trzeba znać.

Kinga: Ma Pani całkowitą rację Pani Justyno, znajomość języka dużo pomaga. Jak Pani myśli, jakie są 3 cechy, które powinna mieć Opiekunka?

Pani Justyna: Mocny charakter – haha – ja tego nie mam. Asertywność, aby podopieczni nie dali sobie wejść na głowę, oraz żeby rodzina tego nie wykorzystywała. Na pewno siła. Psychicznie i fizycznie jest to ciężki zawód, wiadomo to zależy od tego, na jakie miejsce się trafi, ale bywa różnie. Na pewno cierpliwość, na przykład przy osobach z demencją.

Kinga: Tak, na pewno te cechy są zdecydowanie przydatne. Przygotowaliśmy dla Pani jeszcze jedno, już ostatnie pytanie. Czego życzyłaby Pani wszystkim Opiekunkom wyjeżdżającym na zlecenia?

Pani Justyna: Dobrych miejsc. Dobrych zleceń, miłych pacjentów i życzliwej rodziny, która pomaga, a nie przeszkadza w tej pracy. Czasem jest tak, że to rodzina sprawia więcej problemów, niż sam podopieczny.

Kinga: Pani Justyno, ja bardzo Pani dziękuję, za całą rozmowę. Mam nadzieję, że podobała się Pani, i że lubi Pani opowiadać o swoim doświadczeniu. Życzę dużo zdrowia i wielu radosnych chwil. Dziękuję za poświęcony czas.

Pani Justyna: Dziękuję.

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.