FacebookYoutubeLinkedinInstagram

info@aktivmed24.pl

+48 530 555 015

Wywiad z Magdaleną Rodź - opiekunką września w firmie Aktivmed

OPIEKA Z SERCEM

Wywiad z Magdaleną Rodź - opiekunką września w firmie Aktivmed

"Ta Pani nie była przez 3 lata w parku, nikt ją nie zabierał tam, bo trzeba było to robić na wózku. Zrobiłyśmy taki rytuał sobotniego chodzenia na rynek, kupowałyśmy tam kwiaty, po powrocie robiłyśmy kawę i jadłyśmy ciasto z cukierni. To był taki fajny czas. Ta kobieta ma 93 lat i jest doświadczona życiowo, sama się od niej dużo, zarządzania domem i sposobu na prowadzenie gospodarstwo domowe. " W rozmowie z Panią Magdaleną rozmawiamy o tym, co się działo w jej życiu zanim znalazła pracę, z której jest szczerze zadowolona.

Aktivmed: Pani Magdo, na początku chcemy powiedzieć, czemu chcieliśmy przeprowadzić z Panią wywiad. Podjęliśmy taką decyzję ponieważ przyszła Pani do naszego biura rozpromieniona. Widać było u Pani iskry w oczach, niesamowitą energię, mimo że był to Pani pierwsze zlecenie z nami, a zwykle przeprowadzamy wywiad z opiekunami, którzy są już z nami jakiś czas, których już dobrze znamy.

 

Pani Magdalena: Super, bardzo dziękuję.

 

Pani Magdo, właśnie podczas ostatniego naszego spotkania, wspomniała Pani, że pisze Pani pracę dyplomową, prawda?

 

Tak, zgadza się, z pielęgniarstwa.

 

Jesteśmy bardzo zaciekawieni. Na jaki temat?

 

Akurat temat nie zbiega się z pracą, bo tematem mojej pracy jest choroba nowotworowa, dokładniej rak krtani – pielęgnacja i opieka przed i po hospitalizacji. Opisuję metody leczenia i proces paliatywnej opieki. W pracy chodzi o to, aby ukazać tą perspektywę ciężkości życia po tracheotomii.

 

Skąd pomysł na akurat taki temat?

 

Ponieważ tato mój zmarł na raka krtani, to jest mi bardzo bliski temat, chciałam to opisać, ponieważ wiem jak ciężko się żyje z tą chorobą, jak ciężko się ją leczy oraz jak słaby jest u nas system leczenia tego typu schorzenia. Mogłam wykorzystać badania i dokumentację pozostałą po moim tacie.

 

Pani Magdo, czy wcześniej Pani opiekowała się Pani innymi osobami? Gdzie Pani pracowała?

 

Ogólnie pracę z osobami starszymi zaczęłam bardzo, bardzo dawno temu.

 

Na prawdę? Pani jest bardzo młoda.

 

Tak, zaczęło się ok.20 lat temu wyjechałam do Warszawy na studia pedagogiczne. Tam mieliśmy praktyki w domu opieki „Syrena”, to jest bardzo popularny dom opieki. Dużo było podopiecznych do opieki paliatywnej. Już wtedy to mnie zainteresowało, ale nie poszłam wtedy stricte w tę stronę, dopiero 20 lat musiało upłynąć, żebym zrozumiała, że ten wybór pracy jest dla mnie trafny.

 

Super, bardzo ciekawa historia! A jak się Pani dowiedziała ogólnie o pracy w Niemczech?

 

O pracy w Niemczech wiem od dawna, interesowałam się tym. Moja siostra mieszka w Niemczech od jakiegoś czasu, wraz z partnerem opowiadała mi o tym, że dużo osób z wykształceniem wyjeżdża za granicę. Zachęcali, ponieważ w Niemczech są korzystne warunki pracy i wynagrodzenia adekwatne do wykonywanej pracy, nie tak jak u nas w Polsce.

 

Czyli bardziej się to Pani opłacało?

 

Też, ale patrzę na to z perspektywy nie tylko zarobkowej. Przede wszystkim ta praca przynosi mi satysfakcję. Jestem zadowolona. Ten wyjazd pokazał mi, że mogę dużo dać od siebie dla tej osoby. Spełniam się w tym i jestem doceniana. To mi sprawiło największą satysfakcję.

 

To bardzo ważne. My dostaliśmy do Pani kontakt od naszej Pani.

 

Tak, szukałam różnych firm, dzwoniłam, ale te firmy nie były wiarygodne dla mnie. Sprawdzałam różne dane, od kiedy są na rynku, a podczas rozmów z pracownikami dochodziło do sprzecznych informacji. Wtedy wpadłam na pomysł, że zadzwonię do koleżanki z pracy, którą poznałam pracując w szpitalu, kiedyś sama ją namawiałam. Wtedy ta Pani miała bardzo ciężką sytuację, było to kilka lat temu i zdecydowała na waszą firmę. Spotkałyśmy się i opowiedziała mi, że jeździ z wami już dwa lata i jest bardzo zadowolona, że jesteście bardzo fajną firmą, wiarygodną oraz, że już nie będzie szuka nigdzie więcej, że zostanie z Wami, dopóki sił jej będzie starczyło. Dlatego sama się zdecydowałam do Was przyjść.

 

Super, bardzo się cieszymy.

 

To była dobra decyzja, sama myślę, że z Wami długo pozostanę.

 

Mamy taką nadzieję. Pani przyjechała ostatnio do nas z wspaniałymi referencjami od rodziny. Są oni bardzo zadowoleni ze współpracy z Panią.

 

Miło mi, ja też jestem bardzo zadowolona. Powiem szczerze, że nie jest to łatwy przypadek podopiecznej, chociaż my od razu złapałyśmy dobry kontakt ze sobą i polubiłyśmy się. Myślę, że to również zależy od tego, z jakim podejściem jedziemy. Jeśli jest to nastawienie wyłącznie na zarobienie pieniędzy, to ten wyjazd nigdy się nie uda. Trzeba po prostu myśleć, że jedzie się do kogoś, że to jest czyjś dom, trzeba tą osobę szanować i to jest nasza praca. Ta osoba daje nam dach nad głową, dobre warunki, bo zazwyczaj takie są. Ogólnie trzeba dać od siebie miłość, opiekę, bycie razem jako członek rodziny, bo jest się z podopiecznymi non stop. Trzeba się też liczyć ze specyfiką tej pracy, wtedy naprawdę wszystko jest super.

 

Pani koordynator, p. Magda wspomniała mi, że Pani wyjazd był bardzo szybki.

 

Tak, bo ja tak postępuję w życiu, dużo się nie zastanawiam, jest akcja i reakcja. Tu nie ma nad czym się zastanawiać, jak ktoś jest chętny i wie czego chce - to działa i wyjeżdża.

 

Tak, u Pani to był jakiś tydzień czasu od chwili, kiedy Pani się do nas zgłosiła i wyjechała. Nie bała się Pani tego, że przez to coś może pójść nie tak, że np. nie wszystkie formalności zostaną załatwione?

 

Zgadza się, mniej niż tydzień. Nie bałam się, ufałam Wam, bo widziałam że jesteście szczere. Kiedy się przychodzi fizycznie i się widzi osoby, które pracują w biurze, to widać, że to jednak działa i człowiek jest bardziej pewny. Tym bardziej, że podczas wyjazdu również czułam się pewnie, bo dostawałam SMSy i dzwoniłyście Panie do mnie. Niczego się nie obawiałam, nawet nie dzwoniłam tam, gdzie dojeżdżałam. Miałam intuicję, że wszystko będzie dobrze.

 

To było nowe zlecenie, na które Pani pojechała, nie było tam naszej zmienniczki. Jak zostały Pani przekazane wszystkie informacje?

 

Tam była Pani z Bułgarii. Przed wyjazdem znalazłam w google jak wygląda okolica. Trochę się przygotowałam do wyjazdu. Jak kierowca mnie wysadził były zgaszone wszystkie światła. Byłam przerażona, pomyślałam, że nikt na mnie nie czeka. Jednak podziękowałam kierowcy, powiedziałam mu „niech Pan jedzie, to ten dom, będzie wszystko okej”. Ta pani wstała, otworzyła mi drzwi, mówiła po polsku, zaprosiła mnie do środka i wszystko się udało. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę, porozmawiałyśmy, podopieczna spała, bo to było ok. 3-4 w nocy.

 

Czyli wszystko się udało, to dobrze. Pani Magdo zna Pani raczej podstawy j.niemieckiego, prawda?

Tak, ponieważ ja chodziłam na kurs niemieckiego II stopnia do Lidera. Miałam egzamin, na który przyjechała Pani z Niemiec, oczywiście ukończyłam kurs, mam dokumenty potwierdzające. Ale później przez 2 lata w ogóle nie maiłam kontaktu z językiem, jak się nie rozmawia to jest ciężko. Ja rozumiem, co np. podopieczna do mnie mówi, ale informację zwrotną po angielsku jej przekazuję

 

Czyli można sobie poradzić?

 

Można, po pewnym czasie zaczęłam zwracać się do podopiecznej pojedynczymi zwrotami i odpowiadać jej po niemiecku. Kiedy chodziłyśmy do sklepu, czy jeździłyśmy na rynek, kiedy sama chodziłam na codzienne zakupy, to wtedy też się obyłam z językiem, i mimochodem zaczęłam mówić po niemiecku.

 

Super, wkrótce Pani pojedzie z nami na zlecenie z bardzo dobrym niemieckim.

 

(śmiech) Tak, pewnie za jakiś czas, jeszcze na pewno nie, ale też na to liczę. Trzeba się rozwijać w każdym wieku.

 

Pani Magdo, czy na zleceniu była taka sytuacja, którą zapięta Pani na dłużej, będzie Pani ją wspominać z tego zlecenia?

 

Dużo było takich sytuacji, to jest taka praca, której nie można przewidzieć co będzie się działo. Miłymi sytuacjami było np. to, że Pani była zadowolona, że się uśmiecha. Ta Pani nie była przez 3 lata w parku, nikt ją tam nie zabierał, bo trzeba było to robić na wózku. Zrobiłyśmy taki rytuał sobotniego chodzenia na rynek, kupowałyśmy tam kwiaty, po powrocie robiłyśmy kawę i jadłyśmy ciasto z cukierni. To był taki fajny czas. Ta kobieta ma 93 lat i jest doświadczona życiowo. Sama się od niej dużo nauczyłam, zarządzania domem i sposobu na prowadzenie gospodarstwo domowe. Jak przyjechała rodzina, to razem szykowałyśmy dom, a podopieczna zorganizowała nam wyjazd do ogrodu botanicznego. Mogłam zobaczyć tam przepiękne rzeczy. Dostałam wiadomość zwrotną, że naprawdę jest super i oczywiście podziękowania. Przy pożegnaniu podopieczna płakała, to było dla mnie bardzo wzruszające. Prosiła, abym wróciła. Rodzina mówiła, że dawno nie było kogoś, z kim tak dobrze czuła się seniorka.

Razem też chodziłyśmy na rehabilitacje, te Panie które opiekują się od 10 lat Panią Margarete zwróciły uwagę, że ma pomalowane paznokcie, że posiadając 93 lat jest to kobieta, że można również takie rzeczy robić. Była promienna, odżyła. Początkowo, jak przyjechałam to ta Pani była rozdrażniona. Wkład pracy, aby ją uspokoić to był fajnie spędzony czas razem.

 

Bardzo fajnie to Pani opisała. A jak Pani sobie radziła z rozłąką z rodziną?

 

Z rozłąką radziłam sobie dobrze (śmiech).

 

Aha, to Pani jest idealną opiekunką!

 

Tak, bo ja swoje dzieci uczę tego, że są takie sytuacje, że nie ma w życiu nic za darmo, trzeba coś po prostu „przecierpieć”, czasem przeczekać, żeby poprawiła się sytuacja. Wymagam też kreatywności, nie wszystko tylko podane na tacy. Moja córka podczas mojego wyjazdu była również w Niemczech, u mojej siostry w Berlinie. Miała 3 godziny pociągiem do mnie, gdyby bardzo się stęskniła. Brałam pod uwagę, że mogła mnie odwiedzić. Mam też syna, który w styczniu skończy 18 lat, on sobie poradził, był w domu. Wszystko zorganizowałam, a teraz jak pojadę to córka będzie u mojej mamy, muszę tylko załatwić sprawę z transportem do szkoły. Nie ma tutaj żadnego problemu.

 

Wiec wszystko jest do załatwienia, super! Pani Magdo, może ma Pani jakieś rady dla osób, które chciałyby lub myślą nad wyjazdem do Niemiec do opieki?

Ja w ogóle wszystkich namawiam.

 

Tak jak Panią Ewę?

 

Tak, dlatego że wiem, że to faktycznie jest poprawa sytuacji życiowej. Komfort psychiczny i elastyczność tej pracy, można regulować sobie czas pracy. To nie jest praca, w której dzień w dzień chodzisz do tej samego miejsca. Nie ma przygnębienia, że nie zarabiasz tyle, ile poświęcasz w to siły. Tak jak to jest np. w szpitalu, to jest naprawdę bardzo ciężka praca, jednak wynagrodzenie nie jest adekwatne do tej pracy, zależy to od oddziału, ale jest ciężko. Tym bardziej obecnie, kiedy jest pandemia, szpital jest zamknięty dla rodziny. To jest duże utrudnienie psychiczne dla pacjentów. Mówię szczerze - namawiam wszystkich, to jest duża szansa rozwoju. Człowiek myśli „a, ja tam zajadę, co ja będę robić?” To jest błędne myślenie, można się dużo nauczyć. Podróże kształcą - ja zawsze jestem za tym. Zawsze dużo wyjeżdżałam i mam nadzieję, że będę dalej. Polecam, polecam i namawiam wszystkie moje koleżanki, żeby rzuciły pracę w szpitalu i zaczęły wyjeżdżać.

 

Pani długo pracowała w szpitalu?

 

W szpitalu pracowałam 3 lata ciągiem, wcześniej 2 lata z przerwą. Zmieniłam zawód. Z zawodu jestem pedagogiem socjalnym, więc nie zawsze byłam opiekunem, czy pielęgniarką tylko to ewaluowało z czasem.

 

Ekstra, stale Pani zmienia coś w swoim życiu.

 

Tak, bo czasy się zmieniły i teraz jako pedagog, np. w MOPS-ie te zarobki są minimalne, a można się przekształcać. Nie trzeba cały czas siedzieć w jednym miejscu. Można zmieniać zawód, można iść na drugie studia. To jest niezależne od wieku. Jeszcze wspomnę o tym, czego się nauczyłam? U nas w Polsce uważa się, że człowiek, który ma 40-60 lat to nic zrobić się nie da... W Niemczech ludzie, którzy mają 93 lata, jak ta Pani - mówi, że będzie żyła jeszcze min. 20-30 lat, więc jeszcze kawał życia przed nią. Tam dużo więcej poświęca się opiece, rehabilitacji, inwestuje się w różne sprzęty medyczne, gdzie u nas mówi się, że taki człowiek nic już nie potrzebuje, on już będzie umierał... Takie niedobre myślenie jest u nas, jeśli chodzi o szpital to też. Nigdy nie mogłam się z tym zgodzić, jak człowiek ok. 60 lat, przychodzi i mówi się „o już jestem stary”. Jaki stary? To jest ważne sposób myślenia, uważam że to też przekłada się to na długość życia.

 

Tak, to wpływa na humor i energię do życia, która jest wtedy większa.

 

Tak, jak się myśli, że już się ma 60 lat i trzeba umierać… A jeszcze można drugie 60 przeżyć.

 

Dokładnie Pani Magdo. Jak Pani ocenia współpracę z Pani koordynator i naszymi pracownikami?

 

Ja jestem zakochana. Oczywiście w cudzysłowie.

 

To dla nas miód na uczy Pani Magdo.

 

Tak, dlatego że opiekujecie się. Jak się jedzie pierwszy raz to jest bardzo ważne, żeby ta osoba czuła się bezpiecznie, bo to jest nowa sytuacja, a każdy reaguje inaczej na to. Ja nie mówię tutaj o sobie, bo reaguję dobrze i dobrze znoszę stres, ale są takie osoby, które źle znoszą stres, boją się, mają obawy – to mówię od razu, że powinny się bać i powinny z Wami jeździć. Jest sms i telefon, powiadomienie o busie i wyjeździe, konkretny opis sytuacji tam. Wszytko jest wiarygodne, godne polecenia. Profesjonalna praca i to widać wkład z serca waszego.

 

Staramy się Pani Magdo, bardzo dziękujemy.

 

Dziękuję serdecznie.

 

 

 

 

 

Aktivmed24 - Opieka z sercem